niedziela, 14 stycznia 2018

Od Hvit cd. Takeru

Chwilę spotkania z babcią przerwał mi głos.
— Bardzo przepraszam, że przeszkadzam, ale są tu w tej chwili jeszcze inne wilki.
Odwróciłam się zaskoczona w stronę białego samca. No tak, wpadłam sobie swawolnie na Betę... Zawrzało we mnie. To nie moja wina, że we mnie wleciał!
— Och! — Mel Silvestrea jakby ocknęła się z chwilowego amoku. — Przepraszam Takeru. Po prostu dawno nie widziałam Hvit... — potrząsnęła szybko pyskiem, jakby wyrzucała jednak tą myśl z głowy. — Nic ci się nie stało?
Już miał coś odpowiedzieć, kiedy się wtrąciłam.
— O, z pewnością nic mu nie jest. — zjadliwy ton gościł w moim głosie, kiedy mierzyłam go nienawistnym spojrzeniem — W końcu przy takiej ilości kilogramów w jednym miejscu co mogłoby się stać?
— Masz na myśli, że jesteś gruba, droga Alfo? — zmrużył oczy, ale na jego pysku pojawił się drwiący uśmieszek.
— Huh! — prychnęłam. Omal się nie zapowietrzyłam na jego śmiałe słowa. Niemal przypomniało mi to Niennę, choć nasze relacje poszły w jeszcze gorszą stronę.
Poczułam na sobie jeszcze jedno srogie spojrzenie. Zaskoczona uświadomiłam sobie, że to srebrne oczy Heather ciskają we mnie błyskawice. Na ułamek sekundy cała złość mnie opuściła i jedynie wpatrywałam się w wilczycę. Kiedy przeniosłam spojrzenie na basiora wściekłość jednak na nowo mnie ogarnęła.
~ Panuj nad sobą.
Warknęłam. Loran ma rację. Dlatego zrobiłam w tej chwili jedną z tych rzeczy, których nie powinnam była. Odwróciłam się gwałtownie i szybkim, spiętym krokiem oddaliłam. Przez resztę dnia ta sprawa chodziła za mną. Uciekłam niczym tchórz, próbując nie kontynuować sprzeczki...
Kolejne doby mijały, a ja próbowałam przyzwyczaić się do obejmowanego stanowiska. Głowa wręcz pękała od nadmiaru obowiązków. Nie tylko ona z resztą. Wczoraj już sprawiłam ponowną wizytę swojej babci, bo łapa ciągle nie dawała mi spokoju. Medyczka stwierdziła złamanie, a do tego pojawiła się posocznica. Od razu też przygotowała napar z nagietka, pokrzywy i ziaren maku. Ohydztwo... A pomyśleć, że wszystko przez taką głupotę jak zderzenie z kimś.
Aż ciarki mnie przechodzą... Smutne obowiązki córki Alfy Plemienia Ciszy... Musiałam się z nich wywiązać. Nieco ociężale podniosłam się z legowiska i opuściłam pojemną jaskinię. Trzeba przyznać, że czułam się w niej dziwnie. Pomimo Lorana w mojej głowie towarzyszyło mi uczucie osamotnienia. W Plemieniu Ciszy było całe moje rodzeństwo. Uwielbiałam się z nimi przekomarzać. A tu... ledwo co na łapach stoję! Podstępna, negatywna energia ciągnęła mnie jedynie do przodu. I cel. Miałam ich kilka. Kilka ważnych zadań.
Przerwałam swój obchód, kiedy w oczy rzuciła mi się włochata, biała kita. Doliny niemal całkiem przykryte były w białym puchu, dlatego też ciężko było mi z początku rozpoznać Takeru. Na sam jego widok miałam wrażenie, że coś utknęło mi w przełyku. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po karku. Czułam się nieswojo, zbliżając do samca.
— Ja... erm... — zaczęłam stosunkowo cicho nie mając właściwie pojęcia w jaki sposób powinnam mówić. Basior odwrócił się w moją stronę i ogarnęło mnie jeszcze większe zażenowanie. — Przepraszam, za całą tą sytuację sprzed kilku dni. Byłam nieuważna... wpadłam na ciebie i... i zdenerwowałam się.



<Takeru? No to nie ja. To ONA!>

Od Takeru CD Hvit

Wszystko potoczyło się tak szybko...

Trzeba było się pogodzić ze śmiercią Scara. Wiem, że to było jedno z najcięższych doświadczeń w moim życiu i wiem, że będzie ich więcej. Najgorsze jest jednak to, że byłem najbardziej do niego przywiązany. Był dla mnie jak drugi ojciec... Niestety muszę przyjąć do świadomości, że teraz to Hvit zajmuje jego miejsce. Czułem, że będzie ciężko. Już nigdy nie będzie tak ja dawniej. Jak to teraz wszystko będzie wyglądać?

Pogrążony w myślach ruszyłem przed siebie. Nie ważne gdzie, nie ważne po co. Miałem ochotę tylko iść i zacząć życie całkowicie od nowa. Nagle poczułem uderzenie, które natychmiast zwaliło mnie z nóg. Coś, a raczej ktoś we mnie wpadł. Niby najlepiej poznaje się nieznajomych przez pierwsze wrażenie, w tym przypadku miałem nadzieje, że to nie prawda. Tym kimś, okazała się być nowa alfa. Po kilku sekundach przy waderze stała już jej babcia, wnioskując po ich rozmowie. Generalnie sytuacja wyglądała tak, jakby w ogóle mnie tam nie było. Powoli wstałem i otrzepałem się z resztek śniegu. Przecież ona jest jeszcze szczeniakiem, taka prawda i na do miar złego jest nową alfą. Czemu los rzuca takie kłody pod nogi. Bogowie proszę zlitujcie się. Odchrząknąłem.

-Bardzo przepraszam, że przeszkadzam, ale są tu w tej chwili jeszcze inne wilki. -powiedziałem, uważając na wypowiadane prze ze mnie słowa. Czy chcę, czy nie to i tak muszę się słuchać kochanej córusi tatusia. Nastała chwila ciszy. Zapowiadało się ciekawie...

<Hvit? > przy następnym razie się rozkręcę xd Nie bierz do siebie przypuszczeń Keru

sobota, 13 stycznia 2018

Od Reiven Cd Noiry

Po prostu odeszłam kierujac się w stronę osady. Nadal czulam jak woda mnie osacza. To okropne uczucie... Udało mi się jedynie dojść pod jedno z drzew niedaleko obozowiska. Opadłam na ziemię. Od razu zasnęłam. Nagle obudził mnie donośny głos. Wydawało mi się, że słyszę Akosa. Byłam już wypoczęta i o wiele lepiej się czułam. W mgnieniu oka znalazłam się w progu jaskini Akosa. Wcale mi się to nie wydawało. Widziałam jak basior zdenerwowany idzie w stronę cienia dość szczupłej sylwetki. Za pewne była to ta nie dawno poznana wadera.

-Akos, uspokuj się. -rzuciłam krótką wypowiedź. Widać było, że obecność wadery w jego jaskini go zdenerwowała.

-Znasz ją?!- stał w obronnej pozycji, a Noira nadal milczała. W końcu powoli wstała i uważnie przyglądała się ruchom basiora.

-Można tak powiedzieć, wiesz... nie dawno ją poznałam i najwyraźniej musiała pomylić drogę na swoje tereny. -podkreśliłam ostatnie słowa. - Tak więc pozwól, że ją odprowadzę. -dałam Noire znak, by podeszła bliżej mnie, nie zaprzeczała.

-Reiven, ale ona wtarg...-zaczął, przerwałam mu wypowiedź.

-Idź z nią i pilnuj aby coś nie wykombinowała. -dokończyłam jego zdanie. Nie był przez to zadowolony, ale nim coś zdążył więcej powiedzieć nas już nie było w jaskini. Odeszłyśmy w milczeniu kawałek od jego jaskini.

-Czemu po naszym spotkaniu nie polazłaś od razu na swoje tereny? -zapytałam ze spokojem, jednak w myślach toczyłam bitwę.- Gdybyś nie wiedziała, nie wszyscy są mile nastawieni na intruzów w ich domach...


<Noira?>

wtorek, 2 stycznia 2018

Odchodzą!



,,Życie jest po to by umrzeć''
Karozilla
karozilla1986@gmail.com
Imię: Little One
Drugie imię: Lodowy Pazur
Pseudonim: Namira
Płeć: wadera
Wiek: 19 księżyców
Plemię: Plemię Wody
Hierarchia: Zwykły członek

~~~

"Strach może być twoim największym przyjacielem, albo najgorszym wrogiem"
Hlaorith
Pandemonium. - howrse | annastankiewicz987@wp.pl - email
 Grace
Drugie imię: Ognista Śmierć
Pseudonim: ---
Płeć: Wadera
Wiek: 39 księżyców
Plemię: Samotnik
Hierarchia: Samotnik

~~~

,,Miłość rodzi ofiary…Co z kolei rodzi nienawiść.”

HauRin
Mija1122330
Imię: Eferno
Drugie imię: Zagubiona Chmura
Pseudonim: Efi (nazywała go tak siostra)
Nazywaj go jak chcesz
Płeć: Basior
Wiek: 50 księżyców
Plemię: Plemię Ognia
Hierarchia: Zwykły członek

~~~

"Może się zdarzyć, że urodziłeś się bez skrzy­deł, ale naj­ważniej­sze, żebyś nie przeszkadzał im wyrosnąć..."
panterka9o9@interia.pl 
Imię: Mała zwie sę Pandora
Drugie imię: Kiedyś na pewno jakieś dostanie...
Pseudonim: Są to głównie zdrobnienia imion, najczęściej używane to: Panda oraz Panduś
Płeć: To waderka w stuprocentach
Wiek: 13 Księżyców, dziecinka mała
Plemię: Panda została znaleziona na terenach Plemienia Ciszy, do ktorej teraz należy
Hierarchia: Zwykła Członkini

~~~

,,Można uciekać i uciekać w nieskończoność, ale prawda jest taka, że wszędzie tam, gdzie się zatrzymasz, dopadnie Cię Twoje życie.''
Areot
Sandi0123
Imię: Predizione (Wł. ,,przepowiednia'')
Drugie imię: Błyskające Niebo
Pseudonim: Gdy był mały praktycznie wszyscy zwracali się do niego Błyskotek, w pewnym momencie jednak całkowicie z tego wyrósł i woli kiedy nazywa się go po prostu Red, lub Zon.
Płeć: basior
Wiek: 37 księżyców
Plemię: Samotnik
Hierarchia: Samotnik
Pokaż pełny formularz

~~~

Od Noiry cd. Reiven


Gdy zirytowana wadera była już przy wyjściu, rzuciła krótkie dzięki i wyszła.
Po chwili zastanowienia ruszyłam za Reiven i powiedziałam:
-Przepraszam jeśli Cię uraziłam, nie wiedziałam, że temat twojej przeszłości jest drażliwy.
-Jest ok- odpowiedziała i chciała iść dalej
-Reiven nie rozstawajmy się w złości... Przykro mi, jeśli mogę ci pomóc to mów.
-Nie masz jak.
Wadera ruszyła dalej, a ja tym razem jej nie zatrzymałam i pozwoliłam iść w dalszą drogę. Trochę jeszcze kulała, ale to nie wyglądało na poważny uraz. Oddalająca się postura, coraz bardziej przybierała ciemny odcień, aż całkiem zniknęła w lesie. Czy dobrze zrobiłam odpuszczając?
-A mogłaś mieć kogoś kto zna teretoria- mówi Evee.
- Nie przepadam za obcymi. Chodźmy dalej. Jeszcze chyba kawałek drogi przed nami.
Chciałam jak najszybciej dostać się do Plemienia Wody, wiedziałam że wszędzie mogą czaić się wrogie wilki. Byłam już bardzo wykończona, nie miałam odpoczynku odkąd wyruszyłam z Czarnej Wyspy.
-Evee zatrzymajmy się tu. Muszę odpocząć jestem wykończona.
Oczy same mi się zamykały. Weszłam do wnęk w skale. Była dość przestrzenna i ciepła. Zaniepokoiły mnie jednak ślady wilczych łap. Ale w środku nikogo nie było. Nie planowałam zostać na długo.
- Jesteś pewna, że tu chcesz zostać? To wygląda na czyjąś posiadłość.
Nie zwracałam uwagi na mojego towarzysza. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Spałam dobre 30 min, kiedy poczułam czyjąś obecność. Ktoś krążył wokół mnie. Bałam się otworzyć oczy.
-Wstawaj! Dalej! – ktoś krzyczał. Jego głos sam w sobie był straszny

niedziela, 31 grudnia 2017

Od Dettlaffa cd. Eulipsy

Minęło już parę dni odkąd pojawiłem się na terenach Mizu, alfy Plemienia Wody. Moje zatrucie nadal męczyło mnie niemiłosiernie. Próbowałem różnych lekarstw, ziół i innego cholerstwa ale nic mi nie pomagało. Ba, z dnia na dzień czułem się jeszcze słabszy i zmęczony jednak sen również nie przynosił mi ukojenia. Nie mogłem spać, w ogóle nie spałem, cały czas myślałem. Przez wszystkie nieprzespane noce zastanawiałem się co takiego kombinuje Len. Ostatnimi czasy w ogóle nie chciałem słychać żadnych raportów. To był chyba mój błąd...
- Nehalennia, wezwij proszę Hakaela...
Wadera tylko skinęła głową i odeszła. Ja natomiast przestałem krążyć po swojej jaskini i położyłem się na legowisku z pięciu najróżniejszych skór niedźwiedzich. Położyłem pysk na swoich łapach i zacząłem przyglądać się płomieniom ognia z ogniska. Im wyżej spoglądałem tym bardziej tańczył ogień by na samej górze rozprzestrzeniał małe tańczące iskierki w powietrzu. Patrząc w ogień zobaczyłem jednak coś nie pokojacego. Coś na obraz dwóch postaci jednak ta jedna jest przestraszona, a druga ma na pysku triumfalny uśmiech. Czyżby to...
- Wzywałes mnie stary kumplu?
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Hakaela i od razu skierowałem głowę w jego stronę. Podniosłem się ociężale i spojrzałem prosto w oczy dużo wyższemu od siebie basiorowi.
- Tak, Hakaelu, wzywałem.
Odezwałem się po chwili i znów odwróciłem się i zacząłem chodzić o jaskini.
- Opowiedz mi o obecnym stanie w plemionach.
Hakael spojrzał na mnie jak na szaleńca.
- Nie interesowałes się dotychczas tymi sprawami Dettlaffie..
- Wiem czym się interesowałem, a czym nie. Mów w końcu!
Te ostatnie słowa kosztowały mnie zbyt dużo wysiłku...
- Zacznijmy od faktu, że plemię wody i powietrza jest teraz w krytycznej sytuacji, nie mają zbyt dużej liczebności, a wojna wisi w powietrzu. Natomiast w Plemieniu Ciszy nadal ludzie Lena szkola jego szczeniaki. Ostatnio Len podbił Plemię Ziemi i na miejsce Scara którego zabił na oczach wszystkich postawił swoją córkę, Hvit.
Ona nie może mieć potomków. Trzeba wytępić ród tych pchlarzy. To plugastwo rozprzestrzenia się już wszędzie. Można by powiedzieć, że planem Lena jest obsadzenie wszędzie swoich dzieci. Została trójka, idealnie na Plemię Wody, Powietrza i.. Ognia... Tracilem łapą kawałek drewna, który wystawał z ogniska.
- Uzupełnijcie zapasy żywności i wody...
- Panie!
Usłyszałem dobrze znany głos Nehalennii.
- Co jest?
- Alfą Plemienia Powietrza żąda widzenia.
Wyprostowalem się. Eulipsa? Tutaj? No proszę proszę...
- Wpuść ją.
Do jaskini wkroczyła pewnym krokiem dużo niższą ode mnie wilczyca.
- Co sprowadza tutaj alfę Plemienia Powietrza?
Spojrzałem na nią uśmiechając się przebiegle. Ta przeniosła wzrok na Hakaela, który właśnie wychodził mijając się z nią u wejścia. Po chwili wróciła wzrokiem do mojej postaci.
- Zadałem pytanie, Eulipso.
Spojrzałem w ogień.
- Nie mów, że chcesz sojuszu...

< Eulipsa? >

sobota, 30 grudnia 2017

Od Eulipsy

Zerknęłam kątem oka na otaczającą mnie jaskinię. Ostatnio poddałam się ciszy i zostałam na wiele długich miesięcy w jednym marnym miejscu, co jakiś czas wychylając łeb poza mój pusty domek, pusty jak uśmiech lalki. Często przygasłe źrenice wyłapywały spadające listki, które świadczyły o początku pory nagich drzew. Czując powiew zimna ponownie otuliłam się we mchu, próbując ukoić swój ból oraz poczucie winy, gdyż nie chciałam już istnieć na tej ziemi, to mnie wręcz zaczęło męczyć. Bycie alfą jednak jest trudne jak nie wiem co, sama siebie skazałam na takie cierpienie, moja głupota żądna władzy zaślepiła wolność i prawdziwy charakter wojowniczki. Machnęłam wściekle ogonem przy czym kurz uniósł się do góry. Moje oczy momentalnie ożywiły się, gdy tylko spostrzegłam tańczące pyłki. Miałam wrażenie, że one kręciły się tak jakby dla mnie, aby na moim pysku zagościł uśmiech. To wyglądało jeszcze lepiej przy świetle księżyca spadającego prosto no podłoże jaskini, teraz wszystko wokoło stało się takie prawdziwsze i lepsze. Powoli wstałam z miejsca czując niemały ból w mięśniach, na co warknęłam ukazując rzędy zadbanych kłów. Bez większego hałasu wyszłam na zewnątrz, aby na chwilę poczuć świeże powietrze w płucach. Na dzień dobry w moją sierść uderzyła fala zimnego powiewu, przez co od razu poprawił mi się humor. Usiadłam z gracją na trawie nasłuchując najróżniejsze dźwięki. Słyszałam świerszcze, szum drzew, ćwierkanie nocnych ptaków oraz głos jakiegoś wilka. To ostatnie spowodowało, że moje zmysły wyostrzyły się z prędkością światła, a ja zaś podskoczyłam do góry wysuwając białe pazury na wierzch. Gdzieś daleko szedł ktoś niepożądany, mogący przyjść do mnie po odebranie następnego życia. Wiedziałam doskonale, jakie sztuczki zastosować przeciwko wrogowi, lecz w głębi duszy nie byłam nadal pewna, co do moich pomysłów. Przestałam już sobie po prostu ufać, każdy krok uważałam u siebie za błędny. Spuściłam wzrok udając zmniejszające się zainteresowanie- bo tak też w sumie było- i z powrotem kucnęłam na ziemi wyrywając z nudów kawałki zieleniny.
-Alfo! Jak dobrze ciebie widzieć!- podniosłam głowę wprost w jego stronę mierząc go dość srogim wzrokiem. To był ten nowy Brain, który za każdym razem podchodził do mnie bez żadnego uprzedzenia, jakby jego rodzice nie nauczyli go kultury- Jest źle, jest fatalnie!
Dopiero teraz zauważyłam, że sierść basiora cała klei się do skóry. Nieco zaniepokojona pobiegłam do jaskini wyciągając z niej stertę puszystych kocyków wykonanych ze skóry niedźwiedzi. Opatuliłam zziębniętego wilka ciepłymi materiałami nadal patrząc na jego przestraszoną minę. Na pewno było źle skoro taki wilk jak on czymś się przejął, a nie chciałam nawet wiedzieć, co się koło niego wydarzyło.
-Plemię ziemi zostało zawładnięte... przez Lena- otworzyłam szeroko oczy, wiedząc, że nadszedł ten czas, czas nowej ery- Mianował swoją córkę Hvit na alfę. Zabił na moich oczach Scara, tak łatwo dał się mu oszukać, był taki naiwny…
-Czekaj, przecież jego dzieci nie są dorosłe?- przerwałam mu wymowę, patrząc z jeszcze większym przestraszeniem na niego.
-Owszem, lecz on przecież łamie każde podstawowe zasady- prychnął wściekle Brai, mierząc mnie od stóp do głowy- Dobrze się czujesz?
-Tak, tak… Po prostu jestem tym wstrząśnięta- odpowiedziałam przez zaciśnięte gardło ledwo powstrzymując się od łez. Wszystkie plany wobec plemienia ziemi runęły w kilka sekund. Za główne zadanie obrałam sobie zawarcie sojuszu ze Scarem, a teraz, gdy go nie ma, sens moich działań odszedł w dal- Pójdź do Negro i go zawołaj tutaj.
Wilk skinął głową po czym pobiegł w las, znikając mi z oczu. Nie mogłam przyswoić tych wszystkich informacji, to wszystko zaczęło się dziać tak szybko. Wiedziałam od dawna, że Len chce się pozbyć alf, ale nie przewidziałam, że da na tą posadę swoje dzieci. Z pewnością teraz przyjdzie czas na mnie, bo jesteśmy najsłabsi i najgorsi. Czułam, że powoli zbliża się koniec mojego plemienia, lecz nie tylko mojego… NASZEGO plemienia. Znowu usłyszałam szelest w krzakach, lecz teraz się nie bałam. Nie tylko dlatego, że wiedziałam, iż to Negro, lecz też dlatego, że czułam, że śmierć to mój brat. Na szczęście zdążyłam oswoić się z tą myślą, miałam głęboką nadzieję, że kiedyś bogowie mi przebaczą i dadzą drugą szansę. Wstałam z lodowatej ziemi widząc sylwetkę gammy, już czas na mnie, już czas aby dopiąć wszystko na ostatni guzik.
-Eulipso, czego chcesz?- odezwał się Biały wilk mrużąc oczy ze zmęczenia- Chyba musiało mnie coś ominąć, nieprawdaż?
-Tak, ale to na razie nie jest ważne, później ci powiem. Na jakiś czas przejmiesz rolę alfy w obozie. Muszę iść póki jeszcze mogę. -Ale dokąd?- zerknął na mnie próbując ukryć swoje zaskoczenie.
-Do plemienia… Ognia.

<Dettlaff?>

Od Dettlaff'a cd. Mizu

Cholera wie co mnie przywiodło na tereny tych małych, obślizgłych, wodnych robaków. Nie wiem co mnie podkusiło, naprawdę. Wolałbym zostać przy swoim plemieniu i zdychać w mojej jaskini, w moim pierdolonym legowisku, które na pewno nie jest wodnym łóżkiem.Mogłem umierać sobie w spokoju w domu, a obecnie szukam jakiś chorych ziół, żeby się wyleczyć. Nigdy więcej nie tknę żadnego zielska, klnę się na wszystkich bogów i starych i nowych.
Przy okazji jednak gdy już jestem na terenach Mizu pozwiedzam sobie, może trafię na ładny kąsek lub zobaczę kawałek terenu, który łatwo dało by się zagarnąć do nas.
Na ziemi zobaczyłem skrzydlaty cień co skusiło mnie do tego by podnieść głowę ku górze i zobaczyć, do kogo owy cień należy jednak zanim to uczyniłem przybliżyłem się do ogromnego głazu by trudniej było mnie namierzyć. Nie wiem czy wodne krewetki były by zadowolone na mój widok. Te potężne, złote skrzydła mogły należeć tylko do jednego wilka, a konkretnie do jednej wadery. Mizu. Uśmiechnąłem się do siebie i spoglądałem na kierunek jej lotu. Jej patrol chyba przerodził się w coś na miarę wspomnień bowiem zauważyłem szybko, że skierowała się w stronę naszego ostatniego pola bitewnego. Wylądowała na ziemi i zaczęła uważnie przyglądać się każdemu odcinkowi suchego piasku. Nagle zaprzestała jakiegokolwiek ruchu, najwyraźniej wyczuła moją obcą woń, woń ognia.
- Doskonale wiesz, że to ja, Gwieździsta Gwiazdo.
Powiedziałem z nutą grozy w głosie na co ta odwróciła się i chwilę później przybrała bojową postawę wycofując się znacznie.
- Co? Przyszedłeś się zemścić?
- Może?
- Ale jesteś zadufanym w sobie egoistą, Dettlaff. Jedynie co widzisz to zło i ten ogień, który tylko rani.
- Oh, powiedziała ta bez grzeszna.
- ZAMKNIJ SIĘ!
- Naprawdę chcesz mnie zaatakować? Rozpęta to kolejną wojnę, którą bym tym razem wygrał.
- Nigdy nie wygrasz z nami, morderco. TO TY ZABIŁEŚ FLORENCJĘ!
- Oh moja droga, pamiętam ten dzień... Jak mogła wybrać takiego słabego następce jak ty, hm?
- Czego chcesz?
- Rozmowy.
- Na moich zasadach.
- Mianowicie?
- Założę ci wodną obrożę, która cię będzie osłabiać i tylko w ten sposób mogę z tobą rozmawiać.
Spojrzałem na nią kpiąco słysząc jej słowa. Kilka razy jeszcze powtórzyłem sobie każde słowo po kolei. Chcecie mi powiedzieć, że ta mała zaczęła mi rozkazywać? I że teraz mam jej posłuchać?
- A co ja, piesek?
- Jesteś na MOICH terenach, tutaj, to ja decyduje, co się dzieje.
- Dobra, mrożonko.
- Nie nazywaj mnie tak.
- A więc, o czym chcesz pogadać?
Czułem się bardzo nieswojo mając na sobie coś tak okropnego jak woda. Wystarczył mi fakt, że muszę ją pić by ugasić pragnienie, a teraz jeszcze to?
- Jestem zbyt słaby, żeby cię teraz zaatakować.
Dodałem po chwili uśmiechając się.
- A więc... Chciałam z tobą porozmawiać z tobą o naszych stosunkach. Ja doskonale wiem, że ogień i woda to są zupełnie dwa różne od siebie plemiona. Oba te żywioły są bardzo silne... Nie mam zbyt wielu członków przez pewnego alfę Plemienia Ognia.
Uśmiechnęła się niewinnie w moją stronę.
- Kontynuuj. Nie chcesz skończyć tylko na tym.
Spojrzała na mnie niepewnie i westchnęła cięzko. Chyba ciężko jej powiedzieć to o czym myśli w tym momencie.
- Próbuje powiedzieć, że... Eh... Plemię Ciszy rośnie w siłę. Len zaatakował Plemię Ziemi... Zabił ich alfę, Scar'a i na jego miejscu postawił swoją córkę, Hvit. Obawiam, się, że teraz przychodzi powoli czas na moich ludzi, na Plemię Wody, a potem na ciebie Dettlaff. Ja wiem, że to dziwnie zabrzmi z moich ust, ale, chciałabym, żebyśmy zawarli sojusz... Tylko ze względu na nasze plemiona.Jesteś alfą, powinieneś to zrozumieć.
Westchnęła po raz kolejny i odwróciła wzrok. Widać, że jej ciężko się przyznać do tego, że potrzebuje pomocy. Nie byłbym w stanie jej odmówić nawet jeśli złamała mi skrzydło i założyła to piekielne coś na szyję. Uśmiechnąłem się lekko i doskoczyłem do niej od boku by spojrzeć jej w twarz po czym wyprostowałem się, usiadłem i podałem łapę w jej kierunku.
- Przyjmuje sojusz, maleńka.
Mizu spojrzała na mnie zdziwiona i niepewnie podała mi łapę, którą odsunąłem zanim ją złapała.
- Eee, najpierw zdejmij mi tą obroże.
Spojrzała na mnie kpiąco na co tylko uniosłem brwi wyżej i przewracając oczami zdjęła to wodne coś z mojej szyi. Ponownie wysunąłem łapę, którą szybko złapała.
- Aż taki straszny jestem, że musisz ze mnie pupilka robić?

<Mizu?>

Od Hvit cd. Takeru

Pędziłam ile sił. Łapy paliły mnie już niczym prawdziwym ogniem. Musiałam się jednak pospieszyć. Wilki ojca już jakiś czas temu wyruszyły tunelami. Możliwe, że nawet już dotarli. Mam przerąbane. Ojciec mnie wyróżnił. Postanowił zdobyć dla mnie całe Plemię Ziemnych, a ja się obijam. To prawda, powierzone mi przez Alfę zadanie wcale mi się nie spodobało, jednak część o własnym plemieniu... Zdecydowanie bardziej.
Humor ciągle psuła jedynie kołocząca w głowie myśl, o spoczywającej na mnie odpowiedzialności. Misja wywoływała czyste obrzydzenie. Rozumiem dlaczego Len każe mi to zrobić i pragnę udowodnić mu, że jestem w stanie tego dokonać, ale równocześnie ogromnie mnie to bolało. Musiałam opuścić swój dom. Pożegnanie z Aphrodim nie było łatwe. No i wypaplałam mu chyba wszystko co mogłam i czego nie mogłam... Ale nie potrafiłam się powstrzymać. Z resztą, sam kazał mi powiedzieć. Kim ja jestem, żeby oszukać własnego brata?
~ Hvit, szukasz wymówek ~ zaczął Loran a ja tylko słabo westchnęłam. Przecież też doskonale o tym wiedziałam. ~ Sama chciałaś mu powiedzieć.
— Chciałam wiedzieć jak zareaguje — ponury głos wydobył się z mojego gardła i pokrył razem z tymi samymi słowami brata, siedzącego w głowie.
Zaległa między nami cisza. Nie mieliśmy dostatecznie dużo siły, by wspólnie rozmawiać. Długi i szybki bieg osłabiał zarówno mnie, jak i duszę wewnątrz mojego ciała.
W końcu dostrzegłam białe światło. Wyjście z tunelu było już blisko. Nareszcie! Świeże powietrze. Wyskoczyłam na powierzchnię i zatrzymałam się tylko na moment. Wzięłam kilka głębszych wdechów i przelotnie rozejrzałam się po swoich nowych terenach. Śnieg przykrywał pod swoją miękką pokrywą całą roślinność. Jedynie niektóre gałązki świerków bezpieczne były od białych płatków, lub też zdążyły już zrzucić je na ziemię.
Ruszyłam biegiem dalej. Potem będzie czas podziwiać to wszystko. Trop mojej rodziny nie był już zbyt długi i po chwili stałam przed dwoma stronami sporu. Cesarz zgromił mnie spojrzeniem gdy tylko się pojawiłam. Musiałam przybyć spóźniona...
~~~
Len oraz część podwładnych mu wilków pozostali na terenach przez jedną dobę. Po tym czasie oddalili się. Ojciec musiał zająć się również innymi pilnymi sprawami. Wcześniej udzielił mi jeszcze kilku rad i wskazał odpowiedniego wilka. Nie zaprzeczę, schlebiało mi obstawienie na pozycji nowej Alfy. Równocześnie jednak... bałam się. Byłam młoda i niedoświadczona w dowodzeniu. Nie tak jak ojciec. Ze względu na obawy zastanawiałam się nawet, czy nie zrzucić ważniejszych tutaj wilków, z ich pozycji. Swoisty problem w podjęciu tej decyzji stanowił dla mnie jeden wilk. Czy miałoby to jakiś negatywny wpływ na relacje z moimi podwładnymi?
Musiałam to wszystko przemyśleć. Ruszyłam pędem przed siebie. Potrzebowałam się przebiec. Poukładać przy tym myśli, bo nawet brat nie umiał doradzić mi w tej kwestii. Właściwie... Miał takie samo doświadczenie co ja, nie ma się więc czemu dziwić. Wysokie sosny i rozłożyste świerki migały po moich bokach, kiedy nieprzerwanie prułam do przodu. Kierowałam się w stronę jednej z tych najwspanialszych bibliotek spośród wszystkich plemion.
Nagłe uderzenie wybiło mnie z rytmu. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że o kogoś wyrżnęłam i dodatkowo przekoziołkowałam jeszcze za nim. Powoli podniosłam się do pionu. Cichy syk wydobył się z mojego gardła, kiedy poczułam przeszywający ból w przedniej łapie. Odstawiłam ją ostrożnie na zmrożonej glebie i uniosłam lekko załzawione spojrzenie na swojego tarana. Czułam, że kończyna wciąż mi drży. Biały osobnik również już się podniósł i właśnie strzepywał swoje futro, gdy rozległ się czyjś głos.
— Hvit?
— Babcia..! — chwilę stałam jak wmurowana na widok brązowawo-szarej wilczycy.
Heather widziałam może dwa razy w swoim życiu, jednak zapach, którym emanowała bez wątpienia był też cząstką, która należała do mojej mamy. Bez wahania podbiegłam i wtuliłam się w futro Mel Silvestrei. Spięła się. Wyczułam to. Zaraz jednak odezwała się ponownie, a w jej głosie zawarta była nutka ciepła i troski.
— Wszystko w porządku? Twoja łapa...
— Nic mi nie będzie — zaprzeczyłam szybko. Chciałam być silna. Nie zwracać uwagi na ból. — Pewnie zaraz samo przejdzie.


<Takeru? Ups, drobne zderzenie XD>

Selekcja!

Witajcie! 
Zbliża się przerwa świąteczna, a więc będzie trochę czasu na napisanie chociaż jednego opowiadania swoim wilkiem. Niestety wielu z nas nie pisało od nawet kilku miesięcy i aktywność bloga znowu przygasza, dlatego odbędzie się selekcja. Co prawda nie jest ona zachętą do pisania (czym będzie nadchodzący Event) ale zwykle i tak pomagała chociaż w wytypowaniu aktywnych wilków. 
Psst, zauważyliście coś? Im więcej piszecie, tym więcej innych osób się do tego motywuje. Rozsiewajmy wenę! Nie dajmy Wilczym Plemionom umrzeć!

Aisha 28 grudnia 2017
Akos 29 grudnia 2017

Amber 7 września 2017
Amerna 17 sierpnia 2017
Aphrodi 25 grudnia 2017

Dante 2 grudnia 2017
Dettlaff 7 czerwca 2017
Eferno 23 maja 2017

Eulipsa 10 października 2017
Geviela 24 grudnia 2017
Grace 18 sierpnia 2017
Hakael 26 grudnia 2017
Hvit 25 grudnia 2017

Len 20 grudnia 2017
Levi 10 września 2017
Liquido 23 grudnia 2017
Little One 8 września 2017
Mizu 29 grudnia 2017
Negro 28 grudnia 2017
Nienna 27 grudnia 2017

Nikones 29 grudnia 2017
Predizione 17 sierpnia 2017
Reiven 28 grudnia 2017

Rigel 16 grudnia 2017
Rosemary 23 czerwca 2017
Takeru 12 października 2017
Terra 11 września 2017
Zanira 17 listopada 2017
Pandora (nie było opowiadania od dołączenia, to jest 10 czerwca 2017)
Shiro (nie było opowiadania od dołączenia, to jest 17 września 2017)
Xena 29 grudnia 2017


Tak wygląda aktualna sytuacja. Wszystkie osoby oprócz wilków oznaczonych kolorem zielonym mają czas na napisanie opowiadania do 29 grudnia. Nie musi ono być długie, wystarczy po prostu takie potwierdzające waszą obecność na tym blogu. Osoby oznaczone na pomarańczowo  i żółto w przeciwieństwie do czerwonych nie zostaną wyrzucone z bloga po nienapisaniu opowiadania na czas, jednak wtedy ich imię przejdzie w kolor czerwony lub pomarańczowy i będą miały maksymalnie kolejny tydzień (żółci dwa) na napisanie czegoś od siebie. 
Tak więc... Powodzenia! Liczę na to, że jednak coś napiszecie :) 

piątek, 29 grudnia 2017

Od Negro Cd Liquido

Czy ja śnię? Szczeniaki na prawdę nie wiedzą co je będzie czekać w życiu.
Krzyknąłem jeszcze za nim, lecz obyło się bez echa. Może to moja wina? W co ja się zawsze muszę wpakować? Tak i na domiar złego jak coś się temu młodzieńcu stanie, to ja go będę mieć na sumieniu. Po prostu rewelacyjnie. Zacząłem podążać za Liquido tak, by ten mnie nie zauważył. Co takie wilki mają w głowie? Po kilku minutach biegu, Liquido przystanął przy jakichś drzewach w środku lasu. Nadal się mu nie ukazywałem. W pewnym momencie pomyślałem, że może obwinia siebie za to co powiedział. Gdy wychodziłem z kryjówki, malec od razu usłyszał szelest liści. Był gotów znów pobiec gdzieś w dal. Powoli zbliżyłem się do jednego z drzew. Rozejrzałem się w okół. Miałem nadzieję, że chociaż trochę się do mnie przekona, nie chcę żeby miał mnie za wroga. By najmniej nie chce też być w jego oczach za tego wrednego dziada, z dzieciństwa. 

-Hej, poczekaj... Jeżeli w ogóle chcesz mnie jeszcze wysłuchać. -usiadłem przy drzewie. Próbowałem być milszy niż wcześniej. Z jednej strony trochę go rozumiałem, ale z drugiej...

Wilk z niechęcią w oczach usiadł niedaleko mnie. Nie wiem czy miał do mnie żal. Może był zły? Na pewno był smutny, od razu można było to wyczytać z jego wyrazu pyska.

-Wiesz, możesz być szczęśliwy, że masz taką rodzinę. -zacząłem.

-Pewne mówisz tak, żeby tylko mnie pocieszyć!-powiedział.

-Wcale nie... To jest najprawdziwsza prawda, masz rodziców i kochające cię rodzeństwo, coś czego ja nigdy nie doświadczyłem. Zauważ jestem od ciebie o wiele starszy i o wiele więcej przeżyłem. -kurcze, bo znowu źle odpowiadam, znowu zepsuję rozmowę.- Nie gniewaj się, że tak zareagowałem, ale na prawdę masz coś czego wiele wilków by ci po zazdrościło. Niektórzy mają jeszcze gorsze przeszłości niż ci się może wydawać. Życie nie jest aż tak kolorowe. Dlatego powinieneś korzystać z tego, że jesteś szczeniakiem i że masz takie życie, a nie inne. -odwróciłem się. -Różnie w życiu bywa. -wyszeptałem. -Ale co ja tam mogę wiedzieć, nie chcę cię zanudzać moimi beznadziejnymi historyjkami... -wstałem. -Chodź się gdzieś przejść póki nie ma twoich rodziców, może po opowiadasz mi coś o sobie?- powoli zmierzałem w stronę pól.


<Liquido?> Mówiłem, że jeszcze dzisiaj będzie opko i proszę bardzo B)

Nowy Miot NPC w Plemieniu Powietrza!

Niezakłucony Czas (Carspynn) 
X
Diamentowe Futro (Brain) 

Zapraszamy do rezerwacji! 
Szczeniaków może być max. 4! 
Mogą mieć tylko żywioł powietrza!

Rasy:
Tylko Wilki Magiczne. 

Rezerwacje:
1. Wolne 
2. Wolne
3. Wolne
4. Wolne

Poród planowany na 6.01.2018! Do tego czasu przyjmowane są zgłoszenia i formularze szczeniaków!

Od Liquido Cd Negro

We mnie gotowało się już jak w czajniku postawionym na najwyższym ogniu. Miałem chyba zrozumieć, że nie mam prawa do niczego? Ah tak? No to jest w wielkim błędzie.
-Rozumiem, że jestem głupi, sprawiam problemy, ale to nie znaczy, że masz na mnie wyrzucać wszelkie bóle tego świata!- zwróciłem się w jego stronę jeżąc się na całym ciele- szczeniaki też mogą o czymś wiedzieć! Ja jak na razie siedziałem tylko w tej głupiej jaskini, bo się przeziębię, bo zginę do jasnej ciasnej! Prawdziwy smak życia poczułem dopiero teraz… I co? Znowu będę leżeć w tej paskudnej norze kilka pięknych księżyców? Ty jesteś wolny, chodzisz sobie gdzie chcesz i jak chcesz, ja zaś tego nie mogę uczynić bez zgody rodziców- skuliłem się w drobny kłębek, by na chwilę ochłonąć, przypomnieć o wszystkim, co dotąd przeżyłem- Często myślę, że urodziłem się przypadkowo, że tak naprawdę nie miało mnie być na świecie. Wszyscy traktują mnie oschle… bez najmniejszego szacunku. Tata nie ma z pozoru dla mnie uczuć, odrzuca mnie niemal za każdym razem. Mama również nie należy do tych najlepszych, lecz z pewnością poświęca mi więcej uwagi niż ojciec. Ona jest bardziej zainteresowana Aphrodim i Hvit. Czasem chyba z tego powodu mam ochotę ich rozerwać na małe strzępy, jak najmniejsze, byleby się nie połączyły spowrotem. Może zazdrość robi ze mnie złego wilka? Nie wiem. Mam zamiar być dobrym i pomocnym osobnikiem, ale nie jestem… I nie będę…- wstałem z ziemi zcierając z oka drobną łzę smutku jak i szczęścia. Po tej wypowiedzi czułem tak jakby ulgę- Przepraszam bardzo.
Wilk patrzył na mnie zszokowany, raczej nie spodziewając się po mnie takiej wypowiedzi. Może coś do niego dotarło? Z jego miny jednak nie mogłem tego wyczytać. Westchnąłem cicho, po czym ruszyłem w las nie patrząc, czy koło mnie szedł Negro. Wolałem być już sam, pośród pięknych, zielonych drzew. Gdzie jestem tylko ja i natura. 
-Żegnaj, na pewno ich znajdę- rzekłem do opiekuna po krótkiej ciszy nie odwracając się nawet w jego stronę- Dam radę. 
-Czekaj!
Za sobą usłyszałem głos tamtego basiora, przez co jeszcze bardziej się najeżyłem niż wcześniej. Chyba mówienie mu tego było złym pomysłem, bardzo złym pomysłem.

<Negro?>
Już chyba wiem, co napisać w następnym opku! ^^

Od Len'a Do Scar'a

Przyszedł czas. Tak długie oczekiwanie nie mogło pójść na marne. Uniosłem pysk wyżej, kiedy pod łapami poczułem chłód zmrożonej przez porę roku trawy. Zapach zimna mieszający się ze świeżą wonią bujnej natury przyprawił mnie o dreszcz ekscytacji przed tym, co zaraz miało się stać. To miejsce zupełnie niczego się nie spodziewało, a już na pewno nie armi ,,sprzymierzeńców", podążających w stronę obozu Plemienia Ziemi z zamiarem inwazji. Moje wilki przedzierały się tuż za mną, między gęstymi, pokrytymi zmarzliną krzakami i gołymi, wysokimi drzewami, niczym wierne cienie, szczerzące kły i błyskające oczami w poszukiwaniu wroga. Woń Ziemnych Wilków była silna, coraz lepiej wyczuwalna w miarę zbliżania się do ich legowiska. W końcu niedaleką odległość ode mnie, gdzieś z boku przemknął wilczy cień. Rozległo się wycie, akurat kiedy przed oczami zamajaczył mi już widok oddalonego o jakąś odległość obozu Plemienia Ziemi. Przystanąłem dopiero, kiedy zauważyłem, że na spotkanie wychodzi mi poszukiwany Alfa, gospodarz, wraz ze swoimi wilkami. Faktycznie wyglądał na zaskoczonego. Skłonił się lekko, zatrzymując jakąś odległość dwóch niedźwiedzi ode mnie. Przyjrzał się uważnie, jednak kiedy po wystarczającej chwili nie zauważył z mojej strony gestu powitania, zaczął mówić.
- Co cię tu sprowadza, Alfo Cichych wilków? - zapytał, mierząc mnie uważnym spojrzeniem. Nawet z odległości dało się dostrzec naszą różnicę wzrostu, która zawsze mnie bawiła. Przeciwnik zwykle nie doceniał tak mizernych z pozoru wrogów, co dawało mi przewagę. Najbardziej podobał mi się jednak zawsze efekt końcowy, kiedy leżał na ziemi, poskręcany z bólu, dusząc się własną krwią. Jak Beth.
- Przybywam po stanowisko. - odparłem jednym tchem, głośno, tak aby wszyscy dokładnie mnie słyszeli. Brwi samca ściągnęły się na chwilę, jakby analizował właśnie moje słowa i zastanawiał się nad ich znaczeniem. Postanowiłem kontynuować, aby nie trzymać go już dłużej w niepewności. - Chcę posadzić moją córkę na twoim stanowisku, starcze. - burknąłem, robiąc krok w jego stronę. Wilk wyszczerzył kły, gotów na mój atak. Nie zamierzałem tego z nim negocjować, miałem ochotę na walkę. Na rozlew krwi.
- Nie możesz! - parsknął groźnie w moją stronę, sprężając mięśnie.
- W takim razie mnie powstrzymaj! - sierść na moim karku mimowolnie zjeżyła się z podniecenia, kiedy zacząłem szarżować tuż na przeciwnika, wybijając się z miejsca silnymi łapami. Samiec, gotowy na mój atak miał zamiar sam się rzucić i przygnieść mnie do ziemi, jednak byłem szybszy. Zrobiłem unik i drasnąłem go boleśnie w bok, wyrywając jego gęste futro. Ciepła krew splamiła moją łapę. Odbiłem się od ziemi w przeciwnym kierunku i już po chwili powaliłem go własnym ciężarem na ziemię. Wszystko działo się tak szybko, że Alfa nie miał czasu na zareagowanie. Jedną łapę ustawiłem na jego klatce piersiowej, wbijając w nią ostre pazury, a drugą przejechałem po jego oczach, aby odwrócić jego uwagę. Wgryzłem się w gardło samca, a kiedy krew dotknęła mojego podniebienia, silnie zacisnąłem na niej szczęki. Usłyszałem chrzęst, czując jak basior mi się wyrywa. Dopiero po jakiejś chwili znieruchomiał, wydając z siebie odgłosy duszenia. Puściłem go, a kiedy przyjrzałem się jego twarzy, ujrzałem jak z pyska Alfy spływa stróżka czerwieni. Był teraz w transie, z którego po zbudzeniu wilk otrzymywał kolejne życie, jeżeli takowe posiadał. Rana była jednak zbyt ciężka na zregenerowanie i przeżycie jej. Mocno krwawiła, spływając na śnieżne podłoże i tworząc wokoło jego szyi plamę krwi, która dotknęła również moich łap. Zbliżyłem się ponownie i nachyliłem nad jego uchem.
- Daj mi ciszę... - wyszeptałem przeciągle, przymykając na chwilę oczy. Już zapomniałem jakie to wspaniałe uczucie nosić czyjąś krew na sobie. Oblizałem zabrudzone czerwienią wargi i uniosłem pysk, aby spojrzeć na toczącą się dookoła bitwę. Z chęcią rzucił bym się w jej wir i posmakował jeszcze więcej tego dzikiego poczucia wyższości, jednak mój cel tego miejsca został pokonany, a przecież nie dam mojej córce doszczętnie zniszczonego Plemienia.
- Ziemne Wilki, zaprzestajcie walki! - ogłosiłem głośno. Odgłosy walki dopiero po chwili ucichły, zastąpione krzykami przerażenia na widok ciała własnego Alfy. - Wasz Alfa zginął z moich łap! Teraz prawowicie jego miejsce zastąpi moja córka, Hvit, Srebrna Łapa, od teraz zwana Srebrną Gwiazdą. Każdy kto śmie się sprzeciwić mojej decyzji lub wystąpić przeciwko nowej Alfie, zasmakuje losu Zabójczej Gwiazdy, z moich kłów! - zmierzyłem wrogim spojrzeniem spoglądające na mnie wilki. Nie miały wyjścia. Albo przyjmą moje zasady, albo zginą z moimi zasadami wyrytymi głęboko na ciele. One, i wszyscy inni, którzy staną mi na drodze. Czas mojej władzy dopiero się zaczyna. 

Jak ktoś chce to może odpisać :3

Od Hvit cd. Aphrodi

Razem z Aphrodim wyruszyliśmy z obozu Plemienia Ciszy na polowanie. Ostatnio zapasy dość mocno się skurczyły i potrzebna była nowa zdobycz.
— Hvit... Chodźmy stąd. — Wyszeptał cichutko, nerwowo rozglądając się po otoczeniu.
Jego zachowanie wzbudziło u mnie jedynie dodatkową ciekawość. Tak nagle zmienił się z tego radosnego wilczka. Czyżby coś było na rzeczy? Nie wyczuwałam żadnego niebezpieczeństwa.
~ Niedźwiedź. ~ Ponury głos odezwał się w mojej głowie. ~ Stałaś się w niego zbyt zapatrzona żeby zauważyć coś tak prostego?
Złączyłam ze sobą brwi w srogiej minie. Te słowa mnie zabolały. Miał rację, nie skupiałam się na otoczeniu. Dopiero teraz, kiedy wciągnęłam powietrze do płuc poczułam ostrą woń piżma. Faktycznie gdzieś tutaj znajdował się jakiś niedźwiedź. Zapach drażnił moje nozdrza, jednak nie potrafiłam powstrzymać się od zaciągnięcia tropem jeszcze kilka razy. Uszy w zainteresowaniu stanęły mi sztywno na głowie.
— Sprawdźmy to! — szczeknęłam wesoło odwracając się do przerażonego brata.
Pokręcił jedynie pyskiem na boki, patrząc na mnie szeroko rozwartymi oczami. Jakby uważał, że jestem jakaś nienormalna.
— Och daj spokój..! — parsknęłam cichym śmiechem i dla pokrzepienia trąciłam go pyskiem w bok — Nic nam przecież nie będzie. Zerkniemy tylko a potem wrócimy do polowania.
Basior jeszcze przez moment przyglądał mi się niepewnie, po czym cicho mruknął.
— Niech będzie.
Ruszyliśmy w drogę. Mój krok był teraz zdecydowanie szybszy niż normalnie. Na pysku gościł nikły uśmiech. Hrodi kroczył za mną, nieprzerwanie uważnie obserwując okolicę. Zastanawiało mnie, co też siedziało w jego głowie. Co mógł sobie o mnie myśleć. Pozwoliłam temu pytaniu zostać w moim umyśle tylko na chwilę, jednak wciąż miałam wrażenie, że gdzieś po nim krąży, drażniąc myśli. Pomimo to wciąż pozostałam szczęśliwa. Dużo czasu minęło, od kiedy ostatnio widziałam się z bratem. Nie mieliśmy żadnych okazji do spotkań, będąc w trakcie intensywnych szkoleń.
— Hvit. — Moje myśli zostały przerwane przez dwa głosy wzywające moje imię. Jednym z nich był Aphrodi, drugi należał do Lorana.
Znowu przesadziłam... Zdałam sobie z tego sprawę. Co się ze mną dzieje? Powinnam być skupiona!
~ Przestań w końcu myśleć bo aż boli mnie istnienie ~ braciszek westchnął z rezygnacją.
Wzięłam głęboki wdech. Dobra, już lepiej...
— Huh?
Zaskoczona spojrzałam na jasnego wilka, który właśnie szarpnął mnie za ucho.
— Zobaczyliśmy już niedźwiedzia — wskazał na niewielkiego, brązowego niedźwiadka — To możemy już wracać?
Spojrzałam na zwierze. Rozgrzebywało warstwę śniegu swoim długim pyskiem, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zastrzygłam uszami. Pierwszy raz widziałam niedźwiedzia. Wiedziałam już, czemu wilki wolały unikać tych stworzeń. Masa mięśni ukryta pod grubą skórą.
— Tak — odpowiedziałam krótko.
Wydaje mi się, że basior przyjął to z ulgą.
~~~
Przez kolejne dwie godziny śledziliśmy małe stadko łań. W tym czasie udało się zdobyć jedną z nich i przenieść do spiżarni Plemienia. Akurat odstawiliśmy zdobycz, kiedy u wejścia pojawiła się Geviela. Obdarzyła nas ciepłym spojrzeniem.
— Mot, Alfa chce cię widzieć. Cześć Aphrodi — Uśmiechnęła się krótko po czym zniknęła. Widocznie i ona miała teraz wiele do zrobienia.
Odwróciłam się do brata.
— Do zobaczenia. — Mruknęłam z uśmiechem liżąc samca za uchem.


<Łagódko? ^^>