sobota, 18 listopada 2017

Od Dante Cd Amber

-Czego jeszcze ode mnie chcesz?! Idź już sobie do swojej jaskini, zakończmy ten rozdział i zapomnijmy o wszystkim.
Straciłem chęć do zabijania tej wilczycy, bo jednak pamiętałem o pomocy z jej strony. Zacząłem też zastanawiać się nad jej zachowaniem, czasem miałem wrażenie, że chce mi coś przekazać. Te uśmiechy, ta słodkość jej pyska i jeszcze pomaganie, nawet jeśli wiedziała czym może się to skończyć, nie... To było naprawdę podejrzane. Każdy normalny wilk od razu strzeliłby mi w pysk, lecz ta zachowywała spokój od samego początku. Jakieś niejasne myśli przeleciały mi nad głową, szare komórki pracowały najmocniej jak potrafią, ale nic mi nie świtało- pójdź do swojego medyka i poproś go o jakieś pajęczyny, może to ci pomoże.
Zszedłem z Amber ledwo trzymając się na łapach. Po tych wydarzeniach już nigdy nie chciałem jej widzieć na oczy. Odwróciłem gwałtownie głowę i truchtem odszedłem od miejsca, w którym pierwszy raz spotkałem się z ziemną wilczycą. Do granicy plemienia ziemi szedłem bardzo długo ze względu na wielkie, krwawiące rany, które bardzo przeszkadzały w normalnym chodzeniu. Za każdym razem wyłem ze wściekłości, gdy tylko wywróciłem się na ziemię jak bobas, który co dopiero uczy się chodzić. Jakby było mało to jeszcze w oddali usłyszałem grzmot, który zapowiadał burzę.
-No pięknie, właśnie tego brakowało! Bogowie! Nie stać was na więcej? Denerwujcie mnie dalej, nie macie na co czekać!
Na moją prośbę, rzecz jasna, ci wyżsi ode mnie wysłali mi prezent w postaci najbardziej wkurzającej osoby na świecie, czyli brązowej kupy o imieniu Amber, a może i Ameba.
-Co tak za mną łazisz? Proszę, nie załamuj mnie- spytałem patrząc przy tym na jej zmasakrowaną sylwetkę. Najchętniej to bym nic nie mówił i poszedł, ale też tak nie wypadało.

<Amber?>
Następnym razem napiszę coś lepszego, ale teraz nie miałem weny itp.

piątek, 17 listopada 2017

Od Zaniry Do Amerny

Włóczyłam się bez celu po okolicy, było to zupełnie nowe środowisko, do którego jeszcze w pełni nie przywykłam. Granice plemion nie były mi jeszcze dokładnie znane, zresztą nikogo do tej pory nie spotkałam. Można by rzec, że to miejsce było całkiem opustoszałe. Błądziłam między starymi świerkami i sosnami, szukając jakiegokolwiek oznaku życia. Podziwianie tej cudownej krainy było fascynującym zajęciem. Zgrabne brzozy wznosiły się niewzruszenie ku niebu, ptaki w spokoju wiły gniazda na gęsto rozrośniętych gałązkach jodeł, a ja przysłuchiwałam się szumowi trąconych przez wiatr liści. Jednak w pewnym momencie, błogą dla mych uszu muzykę, przerwały, tak dobrze znane mi, odgłosy walki. Skowyt, szarpanina i jęki umierającego zwierzęcia, które jak przypuszczałam bardzo cierpiało. Uczona od małego mordowania, już dawno przywykłam do tych dźwięków, a mimo to pod wpływem chwili dałam się ponieść ciekawości i podążyłam za odurem krwii. Zza rzadkiego krzaka czarnej porzecki, ujrzałam człowieka...? Zdziwiło mnie to, co człowiek robił by na terenach plemion? Naprężyłam się i wydając z siebie ciche warknięcia, przyglądałam się jak wcześniejszy człowiek przemienił się w waderę. "Wyczuła moją obecność" byłam tego pewna, postąpiłam co prawda lekkomyślnie, ale wyszłam zza krzaków z dumnie wypiętą piersią. Nieznajoma przybrała pozę gotowości do ataku, jednak doświadczona w walce, od razu zauważyłam, jak wiele jej postawa miała dziur. Jednak to nie to zwróciło moją uwagę, a słowa, które samica wypowiedziała, były dla mnie niezrozumiałe. Mogłam jedynie podejrzewać, że nie zna ona naszej mowy, a mimo to spróbowałam zacząć rozmowę:
- Spokojnie, nie skrzywdze cię, nie mam ku temu powodów. - odpowiedziałam z opanowaniem. - Jak się nazywasz? - zapytałam po chwili.
Wadera delikatnie zmarszczyła brwi, jednak w porównaniu do wcześniej, wyraz jej mordki znacznie złagodniał. Z wyglądu zdawała się być w moim wieku w dodatku szybko oprzytomniała i choć była podejrzliwa, to potrafiła ze zdumiewającą pewnością siebie przeszyć moje ciało twardym spojrzeniem. Usiadła ostrożnie na trawie i nie odrywając ode mnie wzorku odparła:
- Nazywam się Amerna - jej ton nie był arogancki, ale sposób w jaki wymawiała głoski był akcentowany w dziwaczny sposób. -Kim TY jesteś?
- Możesz mówić do mnie Zanira
- Co tu robisz? - zapytała nieco uprzejmiej.
- Zwiedzam.
- Nie jesteś tutejsza, nie powinnaś tu być - jej podejrzliwy wzrok osiadł na mojej zdziwionej sylwetce. - Skąd jesteś?
- Z Plemienia Ziemi. - moja postawa nie ulegała zmianie, nadal starałam się utrzymywać w ryzach jakiekolwiek emocje. Jednak przez uświadomienie sobie, że prawdopodobnie wylądowałam na cudzych ziemiach, trochę się zestresowałam. Miałam jedynie nadzieję, że nie poskutkuje to w przyszłości jakimiś problemami dla naszego alfy... Moje zamartwianie się przetrwało przypomnienie sobie pewnej sytuacji.
- Zmieniłaś się w człowieka, prawda? To niesamowite...- przyznałam z podziwem.
- ... - Amerna delikatnie się speszyła i nie odpowiedziała, jednak milczenie nie trwało długo, ponieważ urzeczona jej postawą zaproponowałam:
- Może się przejdziemy?

Amerna, co ty na to? C:

czwartek, 16 listopada 2017

Od Dante Cd Rigel

No super. Jakaś dziwaczka próbuje mnie zabić za to, że nie miała racji, a teraz znajdujemy się na kłodzie płynąc w nieznane. Myślałem, że w tym miejscu nie ma wodospadu, ale jednak się myliłem. Zaniepokoiła mnie więc jedna myśli, gdzie my jesteśmy? Okolice wydawały się dość znajome, a jednak i tak nic nie mogłem sobie przypomnieć, musiało mi to zwiać z pamięci. Słyszałem jedynie szum wody oraz bijące serce wadery. Nagle rzeka skierowała się w stronę brązowego tunelu, wtedy też przypomniałem sobie o jednym z największych niebezpieczeństw plemienia ciszy. To były właśnie te tereny, brawo ja! Wiedziałem już do czego się zbliżamy, do naszego końca:
-No kurde, wodospad tuż przed nami!
-Że co? Nie słyszę!
-WO-DO-SPAD!- tsa.., od razu jej oko zrobiło się czerwone, no cóż to nie była moja wina… W pewnym sensie.
-NIE! Nie zgadzam się na to! Przeżyjemy!
Ledwo wypowiedziała ostatnie słowo, a już poczułem, że spode mnie zsuwa się belka ratunkowa. Pod moimi łapami widziałem przepaść mającą gdzieś ze 300 metrów, a na samym dnie znajdowały się skały z wystającymi kolcami. Miałem wrażenie, że ten podły świat bez najmniejszych uczuć właśnie wie, że to już jest nasz czas. Jedyne co mogłem robić, to machać łapami po to, aby jakoś utrzymać równowagę. Ponownie przyjrzałem się Rigel, ta biała wadera pomimo swojego chamstwa była mi dziwnie bliska, jej charakter skądś znałem, ale gdzie ją widziałem, kiedy? Po raz setny mój mózg nie pamiętał o tych wydarzeniach z przeszłości.
·-Teraz nie masz innego wyjścia! Musisz to zrobić, to jedyna szansa! Oni czekają tylko na śmierć twojej duszy, chociaż ty nie zgiń! Jesteś ostatni z rodu, pamiętasz o przysiędze? Myślę, że tak, mi możesz zaufać...· 
Nie. Co to kurde ma być? Nowy demon, co chce mojej duszy?
Nie, nie, nie, nie, nie, NIE!
·-Kim ty jesteś, wypad z mego umysłu, dobrze?·
·-Po pierwsze, nie jestem demonem.
Po drugie, nie mam złych zamiarów, ja będę tutaj tymczasowo. Przyszedł na ciebie czas, a ja pomogę ci w odkryciu nowych możliwości.·
·-Cokolwiek masz na myśli, nie chcę od ciebie pomocy, a teraz żegnaj, ty to wiesz, kiedy o tym trzeba mówić·
I tak też zaczęła się jakże to wielka kłótnia, zamiast skupiać się na tym, jak ratować swoje życie, to co chwilę próbowałem zamknąć w jakiś sposób japę nieproszonego gościa. 70 metrów…60 metrów… 50 metrów… 
Widać było, że przez ten czas Rigel bardzo starała się stworzyć coś z wody, lecz kiepsko jej to szło. Ja również nie chciałem zginąć w tak żałosny sposób. Już ułożyłem sobie życie... Zostałem betą najpotężniejszego jak dotąd plemienia. I co z tego? Zaraz i tak miałem zginąć. Chociaż…
·-No dobra Shikaku, co mam robić?·

<Rigel>
Moje opka to Zuo. To jest na pewno jakieś przeznaczenie xD

Nowa wilczyca Plemienia Ziemi!

„Jesteśmy tacy głupi, zaczynamy cenić życie dopiero wtedy, kiedy stajemy ze śmiercią twarzą w twarz....”
Favetoni
Howrse: aleksandrabasia email: aleksandrabasia@gazeta.pl
Imię: Zanira
Drugie imię: Upadła Mojra
Pseudonim: Wszyscy zawsze zwracali się do niej po imieniu.
Płeć: wadera
Wiek: 40 księżyców
Plemię: Plemię Ziemi
Hierarchia: Zwykły Członek

środa, 25 października 2017

Od Gevieli Cd Len'a

Siedzieliśmy w jaskini tutejszego... przywódcy, kiedy opowiadałam swój ostatni sen.
- Kiedy miałaś tą wizję? - Kelsos zadał pytanie.
- Chyba jakoś miesiąc temu... Nie jestem pewna.
W napięciu obserwowałam zamyślony pysk basiora. Może rzeczywiście mógł coś wiedzieć.
- Czyli zanim się jeszcze spotkaliśmy. Wilk miał skrzydła i karmazynowe oczy. Byliście wtedy na skalistym terenie, tak? - Skinęłam głową. - To mógł być Troyer.
- Kto taki? - Spytałam. Wydawało mi się, że już kiedyś słyszałam to imię. Len siedział przy mnie, jednak nic nie mówił. Również nie znał kogoś takiego. Wstrząsnął końcówką swojego ogona.
- Był pierwszym Alfą powietrznych wilków, po przemianie zastępów na plemiona. Kilka lat temu opuścił tereny, by rozwiązać problemy i zagrożenia piętrzące się poza granicami. Ale od tamtego czasu nie wrócił... Bardzo możliwe, że zginął, choć wciąż ciężko przyjąć mi to do świadomości. Naprawdę dobrze go znałem i wiem, że był silnym przywódcą. Być może poświęcił się dla dobra wszystkich. Nawet jeśli Velks, - Kelsos spojrzał na Lena, a ten podchwycił jego wzrok na sekundę - jego siostra, wciąż nie potrafiła się z nim pogodzić i uważała go za swojego największego wroga. Ona dowodziła plemieniem Ziemi. Musiała opuścić te ziemie niedługo po Troyerze. Była w ciąży z samcem pochodzącym z innego plemienia. O innym żywiole. Teraz prawo dotyczące prokreacji pozostawia wybór jedynie wilkom z plemienia Ciszy. W każdym innym ciągle panują te same zakazy o łączeniu się z innymi żywiołami. Tak jak wtedy. Dlatego też Velks żeby ratować życie, musiała uciekać... - Klucznik zdawał się nieco odpłynąć myślami. - Ach! Przepraszam, to mogło was nie interesować! - Basior pokręcił pospiesznie pyskiem. - W każdym bądź razie... ojcem Troyera jest Jeffrey. Także wspaniały Alfa Watahy Czarnej Perły. - Pokręcił z uznaniem. - Może o nim słyszeliście.
Drgnęłam gwałtownie.
- Widziałam go jakoś rok temu, kiedy razem z mamą chciałyśmy pozostać w Czarnej Perle! - powiedziałam entuzjastycznie.
Pysk Kelsosa nieco się rozjaśnił.
- Ciężko go spotkać, od kiedy wyrzekł się swojej pozycji. Raz jest tu, a za chwilę tam.
Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas. Brązowy zdążył jeszcze opowiedzieć nam co nieco o tym czego sam strzegł. Źródło Życia. Niewiarygodne, że coś takiego mogło się tutaj znajdować! Nie miałam pojęcia jakie dokładnie miało być jego działanie, ale już sama jego nazwa zdawała się potężna. Dodatkowe przypuszczenia doprowadziły nas do wniosku, że to właśnie wejścia do kopalni mógł szukać Troy'er w moim śnie.

Słońce chyliło się już nad horyzontem, barwiąc niebo na czerwienie i pomarańcze, kiedy wraz z Alfą wróciłam do plemienia Ciszy. Na ostatnim odcinku zdecydowanie zwolniliśmy. Sama nie wiem czemu. Nic nie mówiliśmy. Miałam za to wrażenie, że Len był już dość mocno zmęczony. Mozolnie powłóczał łapami, kiedy znaleźliśmy się już koło jego jaskini. Stwierdził jednak, że nic mu nie jest, kiedy zapytałam. Nie miałam wyboru. Musiałam dać odpocząć Alfie. W końcu wciąż pozostało wiele do zrobienia...

<Len? Bez obaw, u mnie też powiało nudą V: >

czwartek, 12 października 2017

Od Takeru Cd Amber

Zza krzaków ujrzałem zbliżającą się waderę. No tak tylko tego jeszcze brakowało. Byłem kłębkiem nerwów, do tego cały czas kogoś spotykam i się na nim odgryzam. Wziąłem głęboki wdech. Usłyszałem głos wadery...

-Co się stało?

-Nic-c. Wszystko w porządku. -zacisnąłem szczęke z całych sił, powstrzymując się od nie miłych komentarzy.

-Zauważyłam, że ostatnio jesteś jakiś nieobecny, albo bardzo zdenerwowany...

A kto tego jeszcze nie widział? Muszę się wziąść w garść. Wadera nie odpuszczała i ciągle zadawała pytania, byleby tylko dowiedzieć się o co chodzi.

-Dosyć! Nie powiem ci. Sam niedawno dowiedziałem się czegoś i nie wierzę, że to wszystko jest przez jedną durną rzecz. - nie wytrzymałem, powinienem się bardziej powstrzymywać. Nie mówiąc nic więcej odwróciłem się i zmierzałem w jakąkolwiek stronę, byleby tylko najdalej od jakichkolwiek oznak życia. Nie zwracałem już uwagi na zaskoczoną waderę moim zachowaniem. Udałem się do mojego ulubionego miejsca. Położyłem się blisko stawu. Nagle usłyszałem łamiącą się gałąź. Szybko wstałem. Wyczułem znajomy zapach.

-Kto tam jest?!

<Amber?>

środa, 11 października 2017

Od Len'a Cd Gevieli

Wraz z waderą udaliśmy się na Tereny Opuszczone, aby spotkać się z kimś tam i porozmawiać prawdopodobnie o historii związanej z Watahą Czarnej Perły, czyli tą całą erą starożytności z życia Plemion. Ble, ble. Tak szczerze niezbyt mnie to wszystko interesowało, wolałbym dokończyć odbudowę obozu, a dopiero później pomyśleć o wycieczkach, jednak się zgodziłem. Głównie aby dowiedzieć się co to za basiorek koleguje się z moją waderką, a z drugiej strony aby nie musiała wlec się sama. W końcu wokoło mogą się czaić różne niebezpieczeństwa...
Kiedy dotarliśmy na miejsce, brązowawy samiec złożył nam przywitanie wyskakując z krzaków. Właściwie bardziej Szarej, mnie obrzucił tylko ciekawskim spojrzeniem.
- Kelsos, to jest Alfa Plemienia Ciszy, Len. Len, to jest Kelsos. - samica przedstawiła nas sobie. Zmusiłem się na kiwnięcie, a potem dopowiedzenie krótkiego ,,miło mi'', aby nie wyjść na jakiegoś aspołecznego kretyna wśród obcych, za którymi szczególnie nie przepadałem. No ale cóż, Szara już mnie namówiła to może postaram się trochę poudawać zainteresowanego.
- Len. Wydajesz mi się do kogoś całkiem podobny. - samiec wymówił moje imię, wpatrując się w moje oczy, jednak zaraz zwrócił wzrok w inną stronę. - Ale najpierw może zaproszę was do jaskini, tam będzie milej. - machnął ogonem, wskakując w krzaki z których wcześniej wyskoczył. Zerknąłem ukradkiem na waderę, jednak ruszyłem dopiero za nią.
- Więc zapewne wróciliście, aby się co nieco dowiedzieć o Czarnej Perle? - od razu zgadywał, kiedy tylko już byliśmy w środku dosyć dużej, ozdobionej różnymi przedmiotami jaskini.
- To prawda, że kiedyś wszystkie plemiona były jedną watahą? - zapytałem. Chyba ten temat najbardziej mnie zaciekawił z wcześniejszych wspomnień Gevieli o opowieściach jej matki.
- Owszem. Na samym początku nie było żadnych plemion ani zastępów, tylko jedna wataha. Dopiero później wilki stopniowo zaczęły odgradzać się grupami, głównie przez odmienne żywioły. - wyjaśnił, cały czas na mnie spoglądając. Wyobraziłem sobie wszystkie wilki pod dowództwem jednej Alfy. To musiała być spora i silna wataha. - Jako pierwszy powstał zastęp Cichociemnych, wilków o żywiole powietrza. Później Dream Team, ziemi. To właśnie w nim była Velks.
- Velks? - zaciekawiła mnie nagła zmiana tematu basiora. Jego ukochana, czy co?
- Tak, Velks. Jesteś do niej bardzo podobny, trzeba przyznać. - uśmiechnął się nawet trochę. Prychnąłem cicho na to stwierdzenie, gdyż zupełnie nie miałem pojęcia dlaczego ten basior tak uważa. Nawet nie wiedziałem o jaką ,,Velks'' chodziło.
- Właściwie chciałabym zapytać o mój ostatni sen. - zaczęła niepewnie Szara. - Związany z wilkiem, który może mieć coś wspólnego z Czarną Perłą. Nie wiem niestety tylko co. - odparła. Brązowawy samiec wyglądał na zaciekawionego, więc postanowiła kontynuować. - Miał ogromne skrzydła i wielkie, lśniące karmazynem oczy. Zdawało mi się, że czegoś szukał, ale kiedy mnie zobaczył, powiedział tylko "Leonard zabija", po czym rzucił się do mojego gardła... We śnie znajdowałam się na terenach Plemienia Powietrza, poznałam to po wysokich górach. - opisała. Wilk wyraźne się zamyślił. Może rzeczywiście wie o co w tym wszystkim chodzi? I może powie mi wreszcie co za dziwak pragnie podzielić los tych nielicznych ofiar, zabitych z moich szczęk?

Gevi? Wiem, nuda xD

Od Len'a Cd Eulipsy

Wilczyca była naprawdę denerwująca, kiedy tak dawała mi poznać swoje ego. W dodatku ukazała jedną ze swoich mocy, zapewne tych lepszych, czego ja przy ,,przyjacielskim posiedzeniu'' bym nie uczynił. Przecież w razie wojny zawsze mogę to później wykorzystać, a po za tym następnym razem zapewne się na to już nie nabiorę. Z drugiej strony to było słodkie. Może nawet gdyby nie zimno wżynające mi się w łapy, możnaby było usłyszeć tą podnietę w głosie, trzeba przyznać. Doskonale wiedziała że jesteśmy silniejsi, a i tak walczyła o swoją pozorną opinię. Postanowiłem jednak przestać się już cackać i zacząłem roztapiać uniemożliwiający mi poruszanie się lód. Myślę, że zdążyłbym to zrobić w dosyć krótkim czasie, gdyby nie niespodziewani goście, którzy nagle wtargnęli na nasz bal. Jasna wilczyca o neonowych skrzydłach najpierw zaatakowała niczego nie spodziewającą się Alfę Plemienia Powietrza, a jej dosyć mała banda wilków zmierzyła się z plemieniem. Raczej nie czułem strachu gdy do mnie podchodziła, zmarszczyłem tylko brwi, obserwując płynne ruchy jej smukłego ciała. Poczułem jak ogień, którym władam roztopił już lód pode mną, a ja wreszcie mogłem się ruszyć.
- Kim jesteś? - zapytałem śmiało, jednak krótką chwilę po tym dostałem czymś twardym w tył głowy. Momentalnie zapadła ciemność. Straciłem przytomność.
~~~~~~
Obudziło mnie rytmiczne kapanie wody gdzieś obok. Uchyliłem delikatnie powieki, próbując przeszyć spojrzeniem otaczający mnie półmrok. Przede mną znajdowały się grube kraty, a dookoła mokre, murowane ściany. Podniosłem się chwiejnie z kałuży w której leżałem. Prawie cała lewa strona mojej sierści była zmoczona tą brudną wodą, a każdemu ruchowi towarzyszył szelest trzymających moje łapy łańcuchów. Dotknąłem tylnej strony głowy, w miejscu wcześniejszego uderzenia. Chyba musiało być mocne, bo znalazłem na łapie krew. Usłyszałem kroki. Zerknąłem w stronę korytarza, gdzie z jednej strony ujrzałem zbliżające się światło, a na przeciwko dostrzegłem znajomą sylwetkę Alfy Plemienia Powietrza. Prawdopodobnie jeszcze była nieprzytomna, nie ruszała się.
- Co za bezmózg mnie tak urządził?! - miałem zamiar rzucić się na odgradzające mnie kraty, jednak uniemożliwiły mi to łańcuchy. Biały basior pojawił się w polu mojego widzenia jako pierwszy, za nim wyszła wadera. Mieli pochodnię, przez co mogłem nieco lepiej się im przyjrzeć. Rozpoznałem jasną waderę, którą widziałem już wcześniej na polu walki. - No tak... włóczęgi. Czego mogłem się spodziewać? - westchnąłem z odrazą.
- Uważaj do kogo mówisz. - odezwał się wyższy samiec, uważnie we mnie wpatrując.
- W takim razie do kogo, cholerny popaprańcu? - syknąłem wrogo, niemal z warkiem w głosie.

Xena? Shiro? Pobawcie się x'DD

Od Takeru Cd Dante

Jak książki mogły by mi niby pomóc?? Może faktycznie moje zachowanie nie jest przyczyną choroby. Ruszyliśmy do biblioteki. W środku Dante zaczął szukać jakiejś konkretnej książki.

-Jest! -usłyszałem przed sobą głos basiora.- O tą mi chodziło. Książka o rasach.

-O rasach? -powtórzyłem.

Moje zdziwienie było bardzo zauważalne. Przecież, nawet jakby to była wina mojej rasy, to czemu wcześniej było zupełnie inaczej? Dante otworzył księgę.

-Chwila moment, nawet jeżeli mam jakąś tam rasę, to czemu akurat teraz taki jestem, a wcześniej byłem zupełnie inny??

Nie odpowiedział mi, tylko dalej szukał odpowiedzi.

-Cienie, Wilczy Tytan... Kitsune -zatrzymał zdanie- ,,To rasa utożsamiana z lisami, dosyć rzadka do spotkania. W przeszłości... ...Znane ze swojej przebiegłości, chytrości i sprytu. Najczęściej wśród osobników tej rasy nie brakuje również cechy chciwości. Są niezwykle inteligentne, z łatwością przychodzi im kłamstwo. Z natury łatwo się denerwują." Już rozumiesz?

W pierwszej chwili zamurowało mnie, ale dalej nie dawała mi spokoju myśl ,,Do jasnej ch*lery czemu wcześniej byłem zupełnie inny?!"

-Już będę iść, następnym razem nie atakuj sojusznika, bo może to się źle skończyć. -zaakcentował ostatnie słowo.

Miałem się odezwać, ale nie chciałem stwarzać znowu kłótnie. Widziałem już tylko cień sylwetki basiora. Zapowiada się ciekawie...

<Dante? Przepraszam, że tak długo. Brak czasu *_* >

wtorek, 10 października 2017

Od Gevieli cd. Len'a

W milczeniu słuchałam słów Alfy. Lilian... Chodziło o Rin? Musiał mówić o niej. Zdałam sobie sprawę z tego, jak niewiele wiedziałam o wilku znajdującym się obok mnie. Wilku, który był moim przewodnikiem. O wilku, który prowadził swoje plemię żelazną łapą, ale zawsze starał się dbać o podwładnych. Wilku, który był ojcem moich szczeniąt. Co więcej, był dla mnie ważniejszy niż ktokolwiek mógłby zapewne sądzić. Czy to nie naturalne, że chciałam go poznać? Znać jego przeszłość, historię. Nigdy o tym nie mówił...
— Zabiłem ją. Jeszcze jako Leonardo... ten mały, słaby szczeniak, który przepadł wraz z jej truchłem w piekielnym ogniu.
...ale czasem miałam wrażenie, że wolę nie wiedzieć wszystkiego.
Leonardo... Otworzyłam szerzej oczy. Ten, o którym słyszałam. W koszmarze. Od dziwnego basiora o krwistych ślepiach. A Len jest Leonardem... Czułam jak umysł zasnuwa mi się mgłą. Tak wiele myśli nagle zaczęło się w mojej głowie próbować ułożyć. Ale ciągle coś nie wychodziło. Nie mogłam znaleźć rozwiązań. Słowa tajemniczego wilka ciągle pojawiały się w mojej głowie. "Leonard zabija". Zdążyłam już o tym na jakiś czas zapomnieć, a teraz to wróciło. Nie miałam pojęcia, co miało to oznaczać. Te dwa wyrazy miały opisywać jego przeszłość, czy przyszłość?
Z rozmyślań wyrwał mnie śmiech. Wzdrygnęłam się. Trwał nieprzerwanie. Szyderczy. Zamrugałam kilkakrotnie. Chyba nigdy nie słyszałam u niego takiego śmiechu. Jednocześnie wydawał mi się brzmieć całkowicie inaczej niż dawniej. Jakby był czystszy. A może po prostu już się przyzwyczaiłam i nie potrafię rozpoznać w jego uśmiechu czegokolwiek złego?
Po chwili się ogarnęłam. Zauważyłam, że z jego wargi wypływa struga lepkiej krwi. Pomimo to wciąż śmiał się do rozpuku, aż ciężko przychodziło mu oddychanie. Nieco się wystraszyłam.
- Len, wystarczy. - Powiedziałam cicho.
Dłoń, którą położyłam wcześniej na jego ramieniu nagle przestała drzeć. Wilk przez chwilę się we mnie wpatrywał. Nie wiedziałam, czy nie ma przypadkiem zamiaru na mnie krzyczeć. Ściągnął brwi,  a jego źrenice zwęziły się w szparki.
- Dlaczego miałbym to zrobić? - Mruknął ostrzegawczo.
- Zrobisz sobie dodatkową krzywdę...
Uniosłam dłoń i starałam krew, która zatrzymała się na jego podbródku. Prychnął lekceważąco, na co bardziej się uśmiechnęłam. Rzeczywiście musiał czuć się już lepiej. Mężczyzna uniósł twarz do góry i przez chwilę wpatrywał się w błękitne niebo. Cóż za ironia. Świat na dole się wali i Ziemia niszczeje, a Niebo zdaje się tego wcale nie widzieć. Jakby odwracało wzrok.
Chwilę trwaliśmy w milczeniu, do momentu, gdy Alfa się odezwał.
- A co z tobą? Ostatnio cię nie widywałem.
Zastanawiałam się przez moment. Rzeczywiście. Jakby na to nie spojrzeć, każde z nas miało ostatnio sporo spraw na głowie. Ja skorzystałam również z zaproszenia Kelsosa i raz odwiedziłam basiora chroniącego klucza.
- Dużo chodziłam po terenach, więc rzeczywiście mogliśmy się nie widywać... No i kogoś spotkałam. - Kontynuowałam nim zaskoczony Alfa zdążył o coś spytać. Tamta sprawa oczywiście również była ważna, jednak aktualnie sumiennie kazało mi się do czegoś przyznać. - Len... Powiedziałam ci kiedyś, że będę ci mówić o tych specjalnych występujących u mnie snach, ale... nie zrobiłam tego.
Brwi chłopaka uniosły się do góry.
- Co masz na myśli?
- To było już jakiś czas temu i chyba nawet zdążyłam o tym zapomnieć... Z tego snu jedyne co pamiętam to to, że śledziłam jakiegoś basiora. Miał ogromne skrzydła i wielkie, lśniące karmazynem oczy. Zdawało mi się wtedy, że czegoś szukał. A-ale kiedy mnie zobaczył - nie mam pojęcia, kiedy głos zaczął mi drzeć - powiedział tylko "Leonard zabija", po czym rzucił się do mojego gardła...
Zapadła cisza. Alfa musiał przemyśleć moje słowa. Ja również. Kiedy powiedziałam je sobie głośno, myśli zdawały się łatwiej układać w głowie. Leonard...
Wargi same rozchyliły mi się w zadumie, a oczy otworzyły szeroko.
- Chyba już wiem, kto może widzieć, kim był wilk z mojego snu! - Wykrzyknęłam, aż sam mężczyzna drgnął zaskoczony.
Opowiedziałam przywódcy o "kluczniku", którego spotkałam wędrując po Opuszczonym Terenie. Nie ukrywałam także tamtej tajemnicy związanej z kopalnią, bo postanowiłam mu zaufać. A wcześniej już nawet rozmawiałam na ten temat z Kelsosem. Co prawda stwierdził, że konsekwencje tej decyzji spadną na mnie, gdyby stało się coś złego, jednak nie widziałam ryzyka. Len dowiedział się też, o moim ostatnim spotkaniu z niewiele starszym samcem. Niedługo mieliśmy się do niego wspólnie wybrać.

***

Od pamiętnego dnia, kiedy to tereny Ciszy i wszystko, na co ciężko pracowaliśmy popadło w zniszczenie, minęło już kilka pełnych obiegów zegara. Stan Alfy był znacząco lepszy. Może i nawet w normie, taki jak przed katastrofą. Choć przez cały ten ostatni czas wszędzie było go pełno. Robił co mógł, zarządzając i rozdzielając zadania, a także samemu wiele z nich wykonując. Na dzień dzisiejszy wciąż pozostały rzeczy do zrobienia, jednak wraz z Len'em właśnie teraz wybieraliśmy się do Kelsosa. Złotemu też należała się przerwa, choćby sam nie chciał się na to zgodzić. Jak tak dalej pójdzie to po prostu nam osiwieje.
Byliśmy już w drodze jakiś czas. Od kilku minut towarzyszyła nam cisza przerywana szelestem traw i powiewami wiatru. Nieco się zdziwiłam, kiedy to właśnie ja przerwałam niezręczną sytuację. A może tylko mi się taka wydawała...
- Chciałabym zobaczyć jak by to było, gdyby plemiona stały się na powrót jedną watahą. Gdyby były jak dawniej Czarna Perła.
- Czarna Perła? - Len zerknął na mnie zaciekawiony.
- No, tak. - Odpowiedziałam niepewnie, widząc reakcję samca. - Wataha Czarnej Perły. Ta, która istniała na tych terenach i to z jej rozłamu powstały plemiona. Nie wiedziałeś o tym?
- Nie za bardzo interesowałem się historią.
Przystanęłam zaskoczona, ale zaraz wyrównałam krok i kontynuowaliśmy marsz.
- Matka dość często opowiadała mi o Czarnej Perle, kiedy byłam mała. A wilk, do którego teraz idziemy zaznajomił mnie nieco z legendą o powstaniu watahy. Dawniej była ona co prawda podzielona na zastępy, ale wszyscy byli pod dowództwem jednej Alfy (...)

***

Kilkanaście, może kilkadziesiąt minut później (ciężko stwierdzić, straciłam rachubę) byliśmy już na Terenach Opuszczonych. Nawet jeśli już tu byłam, wyczuwałam w otoczeniu samotność, pustkę. Już po chwili na nieboskłonie dostrzegłam jednak znajomą wilczycę. Widząc nas ruszyła w głąb lądu. Jej zadaniem było monitorowanie tych ziem i donoszenie o wszystkim Kelsos'owi.
Nie minęło długo, kiedy z gąszczu usłyszeliśmy szelest, a zaraz wypadł też z niego uradowany basior.
- Geviela!
Nim jakkolwiek zdążyłam zareagować, już zostałam mocno przytulona przez brązowawego samca. Zaśmiałam się wraz z nim, po czym minimalnie cofnęłam.
- Kelsos, to jest Alfa Plemienia Ciszy, Len. Len, to jest Kelsos. - Przedstawiłam sobie swoich towarzyszy.

< Len? >

Od Eulipsy Cd Len’a

Ja niby ich zaatakowałam? Nie odbiło mi jeszcze do takiego stopnia, aby próbować wygrać z najpotężniejszymi. Nie miałam nigdy takiego planu w głowie, a raczej moi członkowie bez zgody nie rzuciliby się na sojuszników. Nie… To nie my, lecz kto chciałby wywołać wojnę pomiędzy mną a nim? Te sprawy już mnie przerastały. Dość! Chciałam, aby wszystkie wilki u mnie czuły się bezpiecznie, ale ktoś zawsze musiał psuć drogę do rozejmu. Znowu odwróciłam głowę w stronę tego szaleńca, tfu. Nie przepadałam za rozmowami z takimi dziwakami.
-Może powiesz mi coś na temat tych wilków? Chodzi mi o aparycję.
-To nic nie rozwiąże, ale skoro tak bardzo chcesz o tym wiedzieć, no to dobrze- ponownie wstał i wykonał kółko jakby był jaskiniowcem krążącym wokół ogniska. Spoglądał przy tym raz na mnie, raz na wilki z mojego plemienia- większość miała skrzydła. Niektórzy posiadali czarną sierść, zaś inni białą, jedna nawet wyglądała jak… Rin… ŻE CO?!
-O co ci chodzi? Z czego wiem Rin już nie ma tym świecie- spojrzałam na niego swoimi błękitnymi oczami z nieukrywanym zaskoczeniem. Z jego miny mogłam wywnioskować, że zaszło między nimi coś niezbyt dobrego, zatem jak najszybciej zmieniłam temat- A w jaką stronę oni uciekli?
-Na północ. Myślisz, że w ten sposób ich odnajdziesz? W każdej chwili mogli zmienić kierunek.
-O tym to akurat mam świadomość, paniusiu. Czy ty wiesz z kim się mierzysz?- zbliżyłam się do niego naprawdę pewnie, co nie było do mnie podobne. Dzieliło nas może z kilka lisich ogonów, lecz to mnie nie obchodziło. Teraz chciałam powiedzieć mu o tym, do czego dążyłam. Jego głupota nie znała granic, więc miałam zamiar go przekonać, że nie jestem zdebilniałą szmatą- Czasem mam wrażenie, że nie analizujesz moim wypowiedzi i nie doceniasz mojego sposobu myślenia. Ciągle musisz zwracać mi w czymś uwagę. Czasem wystarczy poczekać, aby wszystko się wyjaśniło. Otóż, czemu się ciebie pytałam o stronę, w którą oni odeszli? Bo jednak zawsze mogli pozostawić po sobie zapach, ślady, a te tropy mogłyby nas naprowadzić na kolejne poszlaki. W każdym bądź razie nie wiem czy ty znasz tutaj wszystkie wilki. Ty powiedziałeś mi, że były one czarne i białe, a takich samotników jest dość sporo. Znam nawet takiego, który uwielbia tworzyć kłótnie pomiędzy plemionami i myślę, że tej osobie trzeba złożyć wizytę. Mam ostatnie pytanie… czy pewien z tych osobników miał czarny tatuaż na łapie i blizny na głowie?
-Za taką chamskość mam jeszcze tobie wykładać następne informacje? Może lepiej ty uważaj na swoje słowa? -Z jego gardła wydobył się cichy warkot ostrzegający przed atakiem. Nie no.. Miałam się go przestraszyć? Coś mu nie wyszło. Zatem postanowiłam trochę pokazać mu swoją moc. Z moich ust wyleciało powietrze, lecz nie takie zwykłe, niewidoczne. Miało ono kolor zbliżony do błękitu. Len popatrzył na to “coś” z zaciekawieniem i zarazem zmierzył mnie wrogo swoimi zielonymi ślepiami. W pewnej chwili miałam wrażenie, że wie co ja knuję- A co to jest?
-Nazywam to… mroźnym końcem-Po tych słowach w moją sierść uderzyło zimno, zaś płomyczek rozpuścił się w odchodzącym od nas wietrze. Wszystkie drzewa w mgnieniu oka zamarzły, a ziemia pokryła się lodem. Z powietrza stworzyłam skrzydła, po czym uniosłam się do góry, siadając na najbliższej chmurze. Zleciałam na dół dopiero po kilku minutach kiedy on i jego towarzysze mieli łapy zamurowane w lodzie. Aż ciepło robiło się w sercu, kiedy patrzyło się na drgające wąsy alfy, wyglądał tak słodko! -I co? Zaskoczony?
-Pppp-oo coo to roo-bb-iłł-aś?
-Aby ci pokazać, że ilość nie ma znaczenia, kiedy znasz słabość przeciwnika. Liczy się wysportowanie i potęga magii. Bardzo zdenerwowałeś mnie tym, że niby jesteśmy słabi. Skoro tego nie przewidziałeś, to też nie należysz do najsilniejszych. Jeszcze będziesz mi tutaj warczeć...- uśmiechnęłam się chamsko, lecz uśmiech ten szybko zszedł, gdy przypomniałam sobie o Kirasie. Znowu zaczęłam się wyśmiewać z czyjegoś nieszczęścia, żałosne- Dobra, teraz to zdebilniałam do reszty. Trzeba ciebie wyjąc z tego lodu i zacząć szukać tych sprawców.
-Ejejej…Teraz nie na to czas… najwyższa pora, aby się z kimś pobawić- za sobą usłyszałam czyjś głos, lodowaty jak zima. Same słowa przyprawiały o zawał serca- Dobranoc…
Poczułam na karku ogromny ból, pisłam przerażona, wiedząc, że mogę zginąć. Gwałtownie zostałam przewrócona na plecy i ponownie ciarki przeszły mi po ciele. Chwilę później nad sobą zauważyłem białą postać, na jej widok niemal nie zemdlałam. To była ona! Chciałam krzyknąć Lenowi “To ta tępa świruska, co ciebie zaatakowała!”, lecz na to czasu było za mało. Ostatnią rzeczą jaką widziałam, to kły wbijające się w krtań. Na swojej sierści poczułam ciepłą substancję. Miałam wrażenie, że odpływam gdzieś daleko stąd. Zamknęłam oczy dopiero wtedy, kiedy moja szyja niemalże cała odstawała od głowy.

<Len?>
Eulipsa traci pierwsze życie

niedziela, 1 października 2017

Od Len'a Cd Gevieli

Jakież było moje zdziwienie, kiedy szara wilczyca na moich oczach przemieniła się w człowieka i zaczęła mi pomagać dojść do siebie. Świdrujący ból głowy, którego raczej nigdy wcześniej nie odczuwałem oraz przeciągłe rany po walce musiały być na tyle poważne, abym nawet z uszkodzonym układem nerwowym mógł je wyczuwać w takim stopniu. Upadłem na ziemię nawet nie próbując wykorzystać jej pomocy w utrzymaniu się na bezsilnych w tej chwili nogach. Zupełnie nic nie rozumiałem. Tereny zostały zniszczone przez ostatnią osobę, po której bym się tego spodziewał, a mój stan dosłownie wahał się przed odebraniem mi pierwszego z żyć. Nie potrafiłem poukładać myśli, dlatego postarałem się skupić swoją uwagę na kursującej od stawu do mnie i na odwrót Gevieli. Niestety i to mi nie wyszło, gdyż po jakimś czasie, kiedy kolejny raz poszła wymoczyć z krwi materiały, ogarnęło mnie nieprzezwyciężone zmęczenie. Tak po prostu w jednej chwili przeniosłem się w inny świat i zasnąłem.
***
Kiedy się obudziłem, dziewczyna opierała się na moim ramieniu, spała. Nie dziwię się, mnie też nie chciałoby się czekać aż sam się obudzę. Przechyliłem delikatnie głowę w jej stronę, tak aby się nie obudziła i przyjżałem się uważniej. Teraz zdecydowanie było ze mną lepiej, nawet odzyskałem już ostrość widzenia. Uniosłem rękę i chwyciłem w palce jeden z długich, miodowych kosmyków, opadających na ramiona wilczycy. W tej chwili uchyliła powoli zaspane powieki i zaraz zerwała się gwałtownie.
- Nie spałam... - odparła przecierając jedno oko. Mimowolnie posłałem jej swój uśmiech, wzdychając. - Jak się czujesz? - zapytała.
- Lepiej. Z chęcią zająłbym się już tym wszystkim. - oparłem ręce na ziemi z zamiarem podniesienia się, jednak złotowłosa mnie wyprzedziła.
- Jeszcze nie. Musisz odpocząć i dojść nieco bardziej do siebie, bo znowu zaczniesz krwawić. - zmarszczyła delikatnie brwi. Wyglądała w tej chwili przeuroczo, jednak chyba rzeczywiście miała rację, bo nie miałem siły nawet na swoje ulubione zajęcie - wykłucanie się. Westchnąłem tylko, spuszczając wzrok. Rozejrzałem się po spalonym i zniszczonym terenie z wyrzutem.
- To wszystko przez nią. Zawsze uważałem, że żadne z nas nigdy nie posunęłoby się do tego co matka. Zdrady. - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Najwidoczniej się myliłem. - nie mogłem powstrzymać złości na tę myśl i chyba łatwo było to zauważyć.
- Matki? - Wilczyca niepewnie położyła dłoń na moim ramieniu, mierząc mnie troskliwym spojrzeniem. No tak, przecież ona nic nie wie. Nie była z Plemienia Ognia, a tak naprawdę tylko oni, nawet nie wszyscy mogli znać mój los.
- Tak, Beth. Zginęła zaraz po tym jak zdradziła Alfie Ognia żywioł Lillian. Aż tak bardzo cię to interesuje?! - warknąłem w złości. Nawet samo wspomnienie tej ladacznicy jeżyło mi sierść na karku. Towarzyszka zmarszczyła brwi.
- A żebyś wiedział! - chyba nie zamierzała w tej chwili odpuścić. Chciała wykorzystać moją chwilową słabość, czy co? Nie... przecież jej mogę zaufać, prawda? Ona miała dużo okazji do podobnych Rin czynów, a jednak nic mi nie zrobiła.
- Zabiłem ją. Jeszcze jako Leonardo... ten mały, słaby szczeniak, który przepadł wraz z jej truchłem w piekielnym ogniu. - zacisnąłem zęby, uwalniając cienką stróżkę krwi z delikatnej wargi. Po chwili jednak się rozluźniłem... nawet zacząłem z tego śmiać. Żywym, nieopanowanym śmiechem, który przyprawił mnie o zawrót głowy.

Gevi?

piątek, 22 września 2017

Od Dante Cd Len’a

-Zaklęcie!
-Jakie zaś… Zaklęcie?- Od naprawdę dawna nie rozmawiałem z żadnych bogiem. Nie spodziewałem się przybycia fiorry. Czułem od niej strach… tylko dlaczego? Oni żyją w niebie, więc co im mogłoby zagrażać? Lecz też mogła się bać o innych, ale co miałoby nas zniszczyć? Na głowie miałem już dosyć dużo spraw, a jeszcze ona musiała się dopchnąć, no pięknie- W jakiej sprawie przyszłaś do mnie, O pani?
-Porządek w każdej chwili może zostać zakłócony! Nadchodzi nowa fala niepokoju i zguby! Nowi doprowadzą do katastrofy! Nieznane nam wilki wkroczyły na teren plemienia wody, lecz ciągle są gdzie indziej. Każda alfa jest zagrożona, w tym Len! Obrali na cel kogoś, kto zna odpowiedź na tą zagadkę, chrońcie ją, a wygracie!
-Nie możesz mi powiedzieć wprost, kim są te osoby, zamiast dawać mi tutaj zagadki, których i tak nie rozwiąże?
-Krew i blizny… to podpowiedz, więcej nie można mi mówić, powinnam mieć zawiązane oczy jak Aprehend i nie wtrącać się w sprawy ziemskie, a jednak to robię! -Dwaj są bliscy bliskiego, a czerwień to ich przekleństwo!
-Miałaś więcej nie mówić, a jednak wydusiłaś kilka słów, zrobię wszystko co w mojej mocy..
***
Znów jakieś niebezpieczeństwo? Daj spokój… Dwóch miałoby nas unicestwić?- wściekły Len nie miał już cierpliwości do jakichkolwiek rozmów, znowu. Próbuję robić wszystko co potrafię, ale coś ostatnio to kiepsko widzi- Nie mów więcej o tych bogach.
-Dobrze, dam spokój, lecz nie miej do mnie pretensji, jeśli później to wszystko okaże się prawdą… Właśnie… Jesteś mocno chory na brak pigmentu, czas abyś poszedł na ciepłe tereny, bo inaczej będzie z tobą bardzo źle.
-Nie przesadzaj, nie jestem szczeniakiem, umiem o siebie zadbać! Wyjdź! Mam dosyć tego wszystkiego!
-Lecz..
-Żadnych lecz albo leczenia! WYJDŹ PÓKI JESTEM MIŁY!
-Tak, tak…
Uciekłem jak najszybciej się da od tego tyrana. Chwilę później usłyszałem jego ryk, oczywiście popadł w furię, ostatnio stało się to u niego dość normalne. Postanowiłem nie zwracać uwagi na jego ból dupy i znów zabrałem się do pracy. Na szczęście obóz prawie był już odbudowany. Przynajmniej to mi poprawiło humor.

<Len?>

niedziela, 17 września 2017

Nowy Samotnik!

“Rzuć mnie wilkom na pożarcie a wrócę dowodząc watahą” 
“Wilki nie przejmują się tym, co o nich sądzą barany”
Keprion 
dzikekonie1357|ignis.the.wolf@gmail.com 
Imię: Tak naprawdę zwie się Amon, ale zdecydował że nikt oprócz zaufanych osób nie powinien znać jego prawdziwego imienia. Więc przedstawia się jako Shiro
Drugie imię: Wodny Duch
Pseudonim: Cóż oba jego imiona są tak krótkie że większość innych wilków zdoła je wypowiedzieć bez uczerpku na zdrowiu więc po co mu skróty?
Płeć: Basior
Wiek: 27 księżyców
Plemię: Samotnik
Hierarchia: Samotnik

Nowa Samotniczka!

“Każdy z nas nosi w sobie wiele… Wilków- miłość, gniew, odwagę, strach. Przeżyją tylko te, które nakarmisz.”
Zdjęcie autorskie
Dantexx
Imię: Xena
Drugie imię: Bitewny Kieł
Pseudonim: Mów do niej po imieniu. Tylko Amon może zwracać się w inny sposób.
Płeć: wadera
Wiek: 25 księżyców
Plemię: Samotniczka
Hierarchia: Samotniczka